Rekolekcje na kryzys 11-14 marca 2012 r.

Rekolekcje na kryzys 11-14 marca 2012 r.

W dniach 11-14 marca 2012 r. w toruńskim kościele oo. Jezuitów odbyły się rekolekcje wielkopostne, które wygłosił ks. Tomasz Jaklewicz, zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”. Nauk rekolekcyjnych można było posłuchać na wszystkich Mszach niedzielnych oraz od poniedziałku do środy na Mszach św. o 9:00, 15:30 i 19:00.

Zgodnie z nazwą, głównym tematem rekolekcji był kryzys. Pierwszego dnia ksiądz Tomasz zasugerował, że kryzys może być szansą i zaprosił do uczestnictwa w rekolekcjach wszystkich przeżywających jakiekolwiek trudności. Drugiego dnia była mowa o kryzysie wiary, trzeciego – o kryzysach na poszczególnych etapach życia, czwartego dnia zaś skupiliśmy się na tym, jak pomóc innym osobom w kryzysie.

 

 

Niedziela, I dzień

Ksiądz Tomasz rozpoczął od nawiązania do katastrofy kolejowej, do której doszło 3 marca (zatem tydzień wcześniej) pod Szczekocinami. Takie tragiczne wydarzenia mogą być okazją do przemyśleń – trzeba wykorzystywać dany czas, bo nie wiadomo, kiedy przyjdzie nam rozstać się z  tym światem. Może warto zadzwonić do kogoś, przerwać toksyczny związek, zerwać z nałogiem itd. Później może być już za późno.

Wypadek na torach można odnieść do naszego życia. Gdy dwa pociągi pędzą naprzeciwko siebie w ciemności, nie widać tego, że jadą tym samym torem. Tak samo może być w życiu; człowiekowi wydaje się, że wszystko jest tak, jak być powinno, a tymczasem okazuje się, że obrany szlak wiedzie ku przepaści. Czasem trzeba krzyknąć, aby kogoś uratować przed rychłą zgubą.Rekolekcje nie mają być zbiorem złotych myśli, a przebudzeniem i szansą na zmiany w naszym życiu.

Bóg mówi w Księdze Powtórzonego Prawa: „Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo.Wybierajcie więc życie, abyście żyli” (Pwt 30,19). Bóg pozostawia nam wybór, ale zarazem nie zostawia nas samych. Doradza bowiem, byśmy wybrali życie – dobro. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że żyjemy w świecie zależności – o naszym życiu decyduje premier, prezydent, europarlamentarzyści, ZUS, dyrektor, wykładowca itd. Ale nawet jeśli wymienione osoby mają wpływ na nasze życie, to jednak podejmujemy decyzje sami.

Obecnie dużo mówi się o kryzysie ekonomicznym i politycznym. A tymczasem doświadczamy przede wszystkim kryzysu wartości. Ludziom przestaje zależeć na walce o dobro i sprawiedliwość. W normalnym świecie człowiek ma przed oczami dobro, do niego dąży. Świat, w którym żyjemy, staje się coraz bardziej pozbawiony solidnych fundamentów. Odrzuca się sumienie, neguje istnienie Boga. Zamiast wielkich historii tworzonych z Bogiem ludzie piszą małe opowieści.

 

Ksiądz Tomasz przywołał także fragment wypowiedzi premiera Węgier, Viktora Orbána: „Europa jest jak alkohol. Inspiruje do wielkich celów, ale jednocześnie przeszkadza nam w ich osiągnięciu”.

Z pustką wartości związane jest znieczulenie. Pojawiają się ludzie pokroju Kuby Wojewódzkiego, wyśmiewający wszystko i wszystkich. Inni korzystają ze znieczulaczy – alkoholu, narkotyków, szybkiego seksu itp. A tak naprawdę nie potrzebujemy znieczulenia ani środków przeciwbólowych, tylko lekarstwa. Lekarstwem tym jest Jezus, który może nas uzdrowić, bo przyszedł do grzeszników, do tych, którzy „źle się mają”.

Czasem potrzeba zbliżyć się do Jezusa tak jak Samarytanka idąca po wodę do studni. Zatrzymać się na chwilę i pogadać, znaleźć czas w pośpiechu codziennego życia.

Można wyróżnić wiele rodzajów kryzysów. Niektóre spadają na nas, w inne wplątujemy się sami. W alfabecie chińskim istnieją dwa znaczenia słowa „kryzys”. Jedno z nich to „niebezpieczeństwo, rychła ruina”, a drugie to „okazja, możliwość”. Zatem kryzys jest także szansą, możliwością zmiany, poprawy. Dzięki niemu możemy pogłębić wiarę (uwalniając się od fałszywej pobożności), odkryć prawdziwą miłość (eliminując pozory, wychodząc z niby-związków) czy wejść w głąb człowieczeństwa.

Ksiądz Franciszek Blachnicki, założyciel Ruchu „Światło-Życie”, przeżył piekło na ziemi – obóz koncentracyjny.Widział,jak ciężkie warunki wpływają na więźniów; w większości przypadków ludzie tracili swoje człowieczeństwo. Były jednak i tacy, których trudne doświadczenie wzmacniało; przykładem był o. Maksymilian Kolbe, który nie dość, że trwał przy swoich wartościach, to jeszcze zdecydował się oddać życie za ojca rodziny. Franciszek Blachnicki (wtedy jeszcze nie ksiądz) odkrył, że tradycyjna pobożność nie jest w stanie wytrzymać takiej próby. Potrzeba czegoś więcej. Sam przeżył głębokie nawrócenie, gdy cudownie uniknął śmierci. Postanowił wówczas pójść do seminarium, a potem założył Oazę.

W cierpieniu nie jesteśmy sami. Bóg nas wspiera, daje lekarstwo na wszelkie kryzysy. W Apokalipsie (Ap 22,1-2)  jest obraz drzewa życia rosnącego w Mieście Świętym, między rynkiem a rzeką. (Podobnie było w raju, drzewo życia rosło w centrum ogrodu).Święty Jan pisze, że „liście tego drzewa służą do leczenia narodów”.Ta myśl pojawiła się u księdza Tomasza już w Toruniu. W kościele pw. św. Jakuba jest bowiem ołtarz, który przedstawia krzyż jako Drzewo Życia. Replika tego krzyża, zwanego Mistycznym Krucyfiksem, umieszczona została w centrum ołtarza podczas pielgrzymki bł. Jana Pawła II do Polski w 1999 r.

W apokaliptycznej wizji Nowego Jeruzalem odnajdziemy też wodę życia – coś dobrego, czystego, orzeźwiającego, dodającego sił. W porównaniu z nią nasza woda wypada bardzo źle. W Księdze Jeremiasza Bóg mówi o nieposłusznych Izraelitach, którzy „opuścili Mnie, źródło żywej wody, żeby wykopać sobie cysterny,cysterny popękane,które nie utrzymują wody” (Jr 2,13). Ludzie budują zardzewiałe, dziurawe cysterny, by zebrać wodę. Próbują działać na własną rękę, ale to im nie wychodzi. W naszej kulturze jest sporo takich cystern – konserwanty i polepszacze (E456, E621i inne substancje z E na początku), seks, używki i tak można długo wymieniać.

Czasami można odnieść wrażenie, że żyjemy w kraju ateistycznym. Zewsząd słyszy się krytykę Kościoła, w mediach mówią, że Kościół to sami zboczeńcy, wariaci, ludzie zacofani, lecący na kasę, wmawiający swoje teorie itd. Nie dziwi więc pytanie księdza rekolekcjonisty: „Co tu robicie?”. Ksiądz Tomasz zapowiedział, że jego nauki będą opierały się na Piśmie Świętym. Ludzie z Biblii (Mojżesz, Abraham, Jeremiasz itd.) też przeżywali kryzysy. I z nich wychodzili.

W niedzielę jednak rozważaliśmy Ewangelię z dnia (J 2,13-25), przedstawiającą rozgniewanego Jezusa wypędzającego ze świątyni kupców. Przede wszystkim nasuwa się myśl, że gniew może być czymś dobrym, oznaką miłości. Jezus bowiem troszczy się zarówno o ludzi, jak i o Dom Boży. Dlaczego Jezus się denerwuje? Przecież te zwierzęta były przeznaczone na ofiarę, zaś pieniądze wymieniano po to, by nie płacić monetami z wizerunkiem Cezara! Otóż Jezus chce odkryć prawdę, wyniszczyć zło, obłudę, grę pozorów. Widać ten handel nie służył jedynie oddawaniu czci Bogu.

W naszym życiu również potrzebujemy takiego oczyszczenia. Powinniśmy pozwolić, by Jezus przyszedł i zrobił porządek – wyrzucił syfy, ogołocił nas z obłudy, pozornej pobożności… i zostawił prawdę. Porządek robiony przez Jezusa można porównać do Paschy – przejścia ze śmierci do życia, od złudzeń do prawdy. Ksiądz Tomasz przywołał postać Benedykta XVI, mądrego teologa i proroka naszych czasów.

Jak zasygnalizowałam we wstępie, na kolejne dni nauk rekolekcyjnych zostali zaproszeni ludzie przeżywający kryzys duchowy, mający trudności w relacjach, problemy z nałogami, ze sobą, z innymi, z Bogiem… Czyli tak naprawdę wszyscy.

 

Poniedziałek, II dzień

Kazanie rekolekcyjne tym razem dotyczyło kryzysu wiary, który można zauważyć w Kościele, szczególnie tym na Zachodzie. Ksiądz Tomasz przypomniał słowa papieża, który mówił o tym problemie m.in. we Fryburgu. Jesienią rozpocznie się Rok Wiary. Benedykt XVI uważa, że: „będzie to dobra okazja do wprowadzenia całej wspólnoty kościelnej w czas szczególnej refleksji i ponownego odkrycia wiary”.

Pierwszą część nauki rekolekcyjnej stanowiły rozważania o różnych rodzajach kryzysu wiary. Wiadomo, że każdy kryzys jest inny, można jednak wyróżnić cztery typy wahania w wierze.

1)    Wiara dorosłego jest jak wiara małego dziecka. Człowiek powinien się rozwijać, tymczasem trwa on przy nawykach wyniesionych z dzieciństwa. Niegdyś chrzczono dorosłych, zatem człowiek sam wybierał, czy chce powiedzieć Bogu „tak”. Teraz chrzci się dzieci i czasami dorośli nie zmieniają podejścia na bardziej dorosłe, dojrzałe. Są w ogóle dwa rodzaje wiary, wiara w Boga oraz prawdy Boże. Ten pierwszy jest ważniejszy, ale potrzebne są oba.

 

Święty Augustyn nawrócił się dzięki matce – świętej Monice, które spędziła wiele lat na modlitwie za niepokornego syna. Mimo wszystko do Augustyna najbardziej trafiły nie prośby matki, lecz przykład innego mężczyzny – świętego Ambrożego. Tak to jest z facetami – potrzebują wzorców męskich. Święty Augustyn pisze w swoich Wyznaniach: „Nie mglistym uczuciem, ale stanowczym wyborem kocham Ciebie, Panie”. I może właśnie tego potrzeba dorosłemu. Nie uniesień, emocji, a stanowczego opowiedzenia się po stronie Boga.

 

2)    Ludzie odrzucają Boga nie ze względów intelektualnych, lecz etycznych. Nie mogą sobie poradzić, przykazania są za trudne… I albo się nawracają, wracają do Boga, albo wręcz Go odrzucają i próbują tłumaczyć wszystko po swojemu. Wąż sprytnie podszedł Ewę w raju – zapytał: „Czy nie wolno wam jeść ze wszystkich drzew tego ogrodu?”. Ewa wdała się w dialog z szatanem, zaczęła wyjaśniać, że jeść nie mogą tylko z jednego drzewa… Bóg zakazuje kosztować owoców, tak samo Kościół sprzeciwia się aborcji, antykoncepcji, eutanazji. Ludziom wydaje się, że Kościół wszystkiego zabrania. Chrześcijaństwo nie jest jednak religią zakazów, lecz religią wyzwolenia. Bóg wyzwala człowieka z różnych niebezpieczeństw.

 

Obecnie mamy problem z poczuciem własnej wartości. Do serc wkrada się fałszywa pokora, niechęć do własnej wielkości. Jak człowiek neguje Boga, to zarazem wyrzeka się własnej wielkości, którą ma w Bogu. Krytykuje się Kościół, że to sami staruszkowie, biskupi na niczym się nie znają, papież to konserwatysta, teolog z Niemiec… „Na co komu ich rady, my sami wiemy lepiej!” A Kościół nie jest zbiorem chodzących ideałów. Nigdy nie był, wystarczy spojrzeć na Apostołów. Judasz zdradził, Piotr się Go wyparł, Tomasz zwątpił, Jakub i Jan zabiegali o pierwsze miejsca w niebie… Zamiast narzekać na Kościół, trzeba zająć się sobą. Widać Bóg ma wobec nas swój plan i nie należy się buntować, działać wbrew Jego wizjom. Może tak ma być i nie powinniśmy na siłę zmieniać tego, co jest?

 

3)    Kiedyś chrześcijaństwo rozwijało się przez rodzinę i kulturę. Chrzczono dzieci, które jednak potem żyły w środowisku przybliżającym go do Boga i mogły pogłębić swoją wiarę. Obecnie jest z tym problem. Nawet w rodzinach naprawdę wierzących trudno przekazać wiarę. Poza tym otacza nas kultura antychrześcijańska. Mówi się wiele złego na temat średniowiecza, że palono ludzi na stosach, prześladowano itd. Tymczasem to nie cała prawda.

Niegdyś Europejczycy oddychali chrześcijaństwem, było ono inspiracją dla ok. 90% dzieł sztuki. Teraz robi się wszystko, byśmy zapomnieli o naszych korzeniach i skupili się np. na sztuce współczesnej. Łatwo zauważyć różnicę. Trudno też zrozumieć o co chodzi w sztuce współczesnej.

 

Agnostyk to osoba sprzeciwiająca się Bogu. Chce być obojętny, nie chce wybierać, umywa ręce. Pierwowzorem tej postawy jest Piłat. Skazał niewinnego człowieka, ale mówi, że to nie jego sprawa. Ucieka, ma problemy. Ksiądz Tomasz wspomniał też o obrońcach zwierząt, ekologach, którzy walczą o życie psów czy kotów, a jednocześnie są zwolennikami aborcji czy eutanazji. A przecież człowiek jest ważniejszy od zwierząt.

 

4)    Ostatnim rodzajem kryzysu jest przykład świętych, którzy przeżywali chwile rozłąki z Bogiem, tzw. „ciemność duszy”.  Wymienić można wielu: trzy Teresy – św. Teresa Wielka, św. Teresa z Lisieux, bł. Matka Teresa z Kalkuty, św. Jan od Krzyża itd. Pisali oni o swej samotności, goryczy, cierpieniu, pustce. W tym wszystkim nie przestawali jednak stać po Bożej stronie. Matka Teresa uważała, że trzeba przetrwać noc wiary, mając „serdeczne tak dla Boga i wielki uśmiech dla wszystkich”.

Kolejną częścią kazania były obrazy biblijne. Ksiądz Tomasz zaczął od 15. rozdziału Księgi Rodzaju, w którym to Bóg obiecuje Abrahamowi nagrodę za jego postawę. Abram (bo takie imię jeszcze wtedy nosił) odpowiada Bogu: „na cóż mi ona, skoro zbliżam się do końca mego życia, nie mając potomka”. Inne postacie ze Starego Testamentu też przeżywały swoje kryzysy. Jeremiasz i Hiob przeklinali dzień swego narodzenia (Jr 15,10; Hi 3,3), autor Psalmu 88 żalił się, że Bóg umieścił go „w dole głębokim, w ciemnościach, w przepaści”, a jego oko „słabnie od nieszczęścia”.Trzeba się wyżalić, wypłakać, niech dotrze do Boga nasza skarga, jęk. To tak, jak z lekarzem i pacjentem. Wystarczy, że chory powie o swoich dolegliwościach, a lekarz już wie, co go boli.

Abraham nie dowierza Bogu, gdy Ten mu obiecuje, że będzie miał syna. Zarówno Abraham, jak i Sara zaśmiali się, bo nie wierzyli w tę obietnicę. Co na to Bóg? Zsyła im syna. Bóg śmieje się ostatni, imię Izaak oznacza „zaśmiał się”. Abraham wcześniej kombinował, miał syna z niewolnicą.

Wróćmy do Abrama pogrążonego w kryzysie. Bóg każe mu wyjść z namiotu, spojrzeć w niebo i policzyć gwiazdy. Ta prośba ma specjalne znaczenie, nie tylko to, że gwiazd jest strasznie dużo.  Otóż człowiek w kryzysie zachowuje się tak, jakby wpadł do głębokiego dołu i nie widział stamtąd ucieczki. Sytuacja go przerasta, nie myśli o niczym innym, tylko o swoich problemach. Zamyka się w swoim namiocie i mówi: „Dajcie mi wszyscy święty spokój!”. Bóg wyprowadza Abrama z namiotu po to, by zobaczył szerszą perspektywę, przestał się skupiać wyłącznie na swoim nieszczęściu. Ma spojrzeć w niebo, by oderwać się od ziemi. Ludzie w depresji często mają wzrok wpatrzony w ziemię, nie interesuje ich to, co dzieje się dookoła. By pocieszyć smutnego, czasem wystarczy podać chusteczkę, pozwolić się wypłakać, wyjść z nim na spacer. Ruch ożywia, może dzięki temu taka osoba wyrwie się ze swej apatii.

Trzecią (i ostatnią) myślą księdza Tomasza były wskazówki, jak sobie radzić w kryzysie wiary. Wymienił kilka rzeczy:

ü  Wiara rozwija się przez kryzysy. Może warto wybrać się na jakieś rekolekcje? Takie parafialne czy środowiskowe też są dobre, czasem jednak potrzeba czegoś więcej, np. ciszy. Dlatego ksiądz Tomasz polecił rekolekcje w zamknięciu, np. ignacjańskie. Sam przeżył takie doświadczenie na początku swojej drogi kapłańskiej. Pojechał do karmelitanek i słuchał tam rekolekcji jezuickich.

  • Kolejnym ważnym krokiem jest szukanie pomocy u innych. Warto z kimś porozmawiać, znaleźć stałego spowiednika czy kierownika duchowego, mieć zaufanego przyjaciela, a którym można pogadać na tematy związane z wiarą.
  • Bóg umacnia nas przez Pismo Święte oraz sakramenty.
  • W przezwyciężeniu kryzysu wiary bardzo pomaga tęsknota za Bogiem.
  •  Należy mówić innym o Bogu, spróbować komuś doradzić, podzielić się swym doświadczeniem… Dzięki temu nasza wiara staje się silniejsza.
  • Bóg uśmiecha się do Abrahama i Sary, ma zatem poczucie humoru i nas wspiera.
  •  Najważniejszym celem jest zbawienie. Wiara może być malutka, ale ważne, by była. Nawet z ziarnka gorczycy wyrasta ogromne drzewo.
  •  Istotną rolę ma życie wspólnocie – wymiana doświadczeń, przeżyć, wsparcie w trudnych sytuacjach (zapraszamy do DA;).

Kazanie zakończyło się cytatem z Ewangelii wg św. Marka (Mk, 9,23-24). Jezus mówi: „Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy”. Na to ojciec chłopca dręczonego przez złego ducha odpowiada Jezusowi: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!”.

 

Wtorek, III dzień

Tym razem było o kryzysie powołania na różnych etapach życia. Każdy z nas ma wiele wątpliwości, pytań; nie wie, jakie jest jego powołanie, co powinien robić. Ksiądz Tomasz zaprosił nas do przeanalizowania życia Mojżesza, które składało się z trzech części. Każdy okres był inny, przejście z jednego do drugiego etapu oznaczało dla Mojżesza kolejny kryzys.

Utopia

Mojżesz urodził się w czasach niechęci faraona do Narodu Wybranego. Władca Egiptu kazał zabijać wszystkich chłopców hebrajskich tuż po urodzeniu. Matka Mojżesza ukrywała swe dziecko tak długo, jak mogła, potem umieściła go w skrzynce z papirusu i spuściła na wodę. Chłopiec ocalał dzięki córce faraona, która przechodziła nieopodal i ulitowała się nad maleństwem. Nazwała go Mojżeszem, to znaczy „bo wydobyłam go z wody”. Mojżesz dorasta na dworze faraona, zdobywa wykształcenie. Trafiło się ślepej kurze ziarno = łaska Boża.

Początek naszego życia jest bardzo ważny. Rodzice mają na nas wielki wpływ. Nie każde dziecko rodzi się chciane i kochane. Z domu wynosimy wiele nawyków, dziedziczymy wiele cech i upodobań po rodzicach. Także tych kłopotliwych, jak np. skłonność do alkoholu. Istnieje syndrom DDA – dorosłe dzieci alkoholików– za sprawą którego dziecko dziedziczy alkoholizm bądź też staje się ofiarą tego nałogu. Tak być nie musi, ale trzeba się liczyć z takim zagrożeniem.

Mojżesz mieszka u faraona. Pewnego dnia postanawia sprawdzić, jak żyją jego rodacy. (Zdaje sobie sprawę, że nie jest Egipcjaninem). Zobaczył przemoc, niesprawiedliwość; postanowił więc zabić Egipcjanina wyrządzającego krzywdę Hebrajczykom. Mojżesz chciał działać po swojemu, czuł, że jest inny, że ma misję. Chciał na własną rękę wyzwolić Izraela. Rodacy go nie zrozumieli, nie chcieli z nim rozmawiać, bo bali się, ze ich też zabije. W rezultacie Mojżesz musiał się schronić w ziemi Madian.

Żyjemy w świecie utopii, mamy swoje marzenia, ideały. Własna wizja rzeczywistości (wymarzona praca, idealne małżeństwo itd.) staje w obliczu niezrozumienia przez innych ludzi. Kryzys jest konfrontacją, musimy zweryfikować nasze plany. Przychodzi urealnienie, ugaszenie pychy – nie da się osiągnąć wszystkiego. I taki spokorniały Mojżesz wkracza w kolejne stadium życia.

Rozczarowanie

Mojżesz żyje w obcej ziemi, znalazł sobie żonę, ma dzieci; jego sytuacja się ustabilizowała. Na pewno zmaga się z życiem różnym od jego wyobrażeń – jest zwyczajnym pasterzem, przebywa z dala od swych rodaków i nie wygląda na wybawiciela Narodu Wybranego.

W takim momencie życia mamy do czynienia z kryzysem wieku średniego. Ojcowie pustyni wyróżniają „demona południa”, który nawiedza pustelników w najgorętszej porze dnia. Człowiekowi przestaje się chcieć żyć, do jego serca wlewa się lenistwo. Ewagriusz z Pontu posługiwał się w takim przypadku pojęciem „acedii”. Acedia to stan, w którym człowiek przestaje cieszyć się tym, co ma i zaczyna pożądać tego, czego nie ma. Postawa typowa dla acedii to spoglądanie przez okno lub udawanie, że jesteśmy czymś zajęci. Człowiek przegląda książkę, ale zamiast ją czytać, on wertuje strony, szuka ilustracji, liczy kartki… po czym zasypia, bo jest znudzony. Budzi się po paru godzinach, bo doskwiera mu głód; i znów zapada w letarg. Taki typowy student 😉 Mamy dużo takich okienek windowsowych, zamykamy się w swoim świecie.

Charakterystyczną cechą ludzi w kryzysie wieku średniego jest ogromna chęć zmiany życia, czasem za wszelką cenę. I tak zgrane małżeństwo rozpada się, bo mężczyzna po czterdziestce znalazł sobie nową towarzyszkę – 20-latkę. Ludzie odczuwają znużenie, ich życie przestaje być interesujące. Zaczynają przesadnie troszczyć się o swoje zdrowie, piją jakieś ziółka i myślą o tym, by schudnąć czy odzyskać dawny blask. Czasem popadają w pracoholizm, przestają troszczyć się o rodzinę, bo praca i awans są ważniejsze. Innym wyjściem jest odrętwienie, marazm.

Przebudzenie

Kiedy Mojżesz przyzwyczaił się już do swojego życia cudzoziemca, Bóg wyrywa go z letargu. Mojżesz widzi nadzwyczajne zjawisko – krzew, który płonie, ale się nie spala. Zaintrygowany Hebrajczyk postanawia się uważniej przyjrzeć temu zjawisku.Kiedy podchodzi do krzewu, słyszy głos, który każe mu zdjąć sandały, bo ziemia, na której stoi, jest święta. Mojżesz słucha tajemniczego głosu i tym sposobem wchodzi w rozmowę z Bogiem.

Mojżesz zachował w sobie wrażliwość – zauważa krzew gorejący i nie przechodzi koło niego obojętnie. Okazuje się, że Bóg jest Bogiem niespodzianek. Mojżesz nie spodziewał się, że zobaczy Boga teraz, jako osiemdziesięciolatek. W dodatku Bóg przemawia w płonącym krzewie! Krzew gorejący jest znakiem – tak jak w późniejszym czasie znakiem jest krzyż.

Bóg spełnia pragnienia Mojżesza, tylko nie tak, jak on to sobie wyobrażał. Mojżesz chciał wyzwolić swój naród czterdzieści lat wcześniej; myślał, że da radę sam, używając siły. Bóg pokazuje, że ma wobec niego inne plany. I co robi Mojżesz? Znajduje wiele wymówek: są inni lepsi, nie umie przemawiać, nie dowierza własnym siłom. Ma problem z pokorą. U nas też to się objawia – albo nie wierzymy we własne zdolności, albo też mamy o sobie zbyt wysokie mniemanie. Czasem potrzeba kompromitacji, by przestać przywiązywać zbyt dużo wagę do opinii innych osób.

Mojżesz w końcu zaufał Bogu, przeprowadził Izraelitów przez Morze Czerwone. Nieustannie wołał do Boga, prosił Go o pomoc. Wobec ludu jednak nie okazywał lęku, umacniał go i dodawał otuchy. Był odpowiedzialny i dojrzały, jednym słowem: był prawdziwym mężczyzną.

We współczesnym świecie można zaobserwować kryzys męskości. Wzorem są idole z telewizji, czasem to „chłoptasie w gatkach”. Mężczyzna powinien być dojrzałym, walecznym wojownikiem. Kobieta ma go wspierać, lecz nie wyręczać. Równouprawnienie nie ma sensu, bo każdy ma określoną rolę i określone cechy. Jeśli powie się facetom, że dziewczyny się wszystkim zajmą, to panowie – minimaliści – zrobią tylko to, co chcą. A powinni robić to, co do nich należy. Przewodniczyć, pocieszać. Jak Mojżesz.

Odejście

Mojżesz przeżywa swój ostatni (zarazem największy) kryzys tuż przed śmiercią. Bóg nie pozwolił mu wejść do Ziemi Obiecanej, Mojżesz mógł tylko na nią patrzeć. Jest taki żart, powtarzany wśród Żydów, że Mojżesz smucił się z tego powodu, iż ziemia, którą oglądał, była pustynią. Ostatnia próba Jezusa to: „zejdź z krzyża”, poddaj się. Przed śmiercią niektórzy odczuwają gorycz i smutek, nie widać owoców życia. Ta sytuacja jest też trudna dla drugiej strony – ludzie rozpaczają po śmierci bliskiej osoby, smucą się, że tak szybko odeszła.

Dążymy do Ziemi Obiecanej – nieba. Trzeba przejść przez różne kryzysy mając na uwadze to, że naszym celem jest zbawienie, łączność z Bogiem. Możemy zadać sobie pytanie, na jakim etapie życia się znajdujemy, który kryzys przeżywamy.

 

Środa, IV dzień

W poprzednich dniach skupialiśmy się na własnych kryzysach. Teraz wypadałoby powiedzieć coś o kryzysach innych ludzi – bo oni też je przeżywają. Nie możemy być jak Narcyz, wpatrzeni we własnym oblicze. „Czyż jestem stróżem brata mego?” to odpowiedź Kaina na pytanie, gdzie jest Abel. Gdy człowiek przeżywa kryzys, należy go wesprzeć. Potrzebne są trzy ważne elementy: trzeba widzieć, chcieć i umieć pomóc. (Mój przykład – zauważamy rannego, podbiegamy do niego, a po drodze zabieramy bandaże).Nie może być tak, że każemy komuś poruszać złamaną kończyną, aż na dobre rozwali sobie nogę czy rękę.

Problemów do rozwiązania jest wiele – trudności w relacjach (przyjaźń, miłość itd.), pozrywane więzi… Kluczem do tego, jak pomóc innym, jest fragment Ewangelii wg św. Łukasza (Łk 24,13-35), przedstawiający dwóch uczniów Jezusa idących z Jerozolimy do Emaus. Jezus ukazany jest tutaj jako pocieszyciel i dobry rozmówca.

  • Droga z Jerozolimy do Emaus prowadzi w dół, co musiało jeszcze bardziej przygnębiać zasmuconych uczniów. Zadaniem Jezusa jest wydobycie ich z dołka i zarazem powiązanie ze sobą, umocnienie więzi między nimi. „Jezus przybliżył się i szedł z nimi”. Trzeba zbliżyć się do człowieka przeżywającego kryzys, delikatnie do niego podejść, towarzyszyć mu. On zamyka się w kokonie, bunkrze i ciężko do niego dotrzeć. Ważna jest miłująca, współczująca obecność.
  •  Uczniowie nie poznali Jezusa. Człowiek w kryzysie chowa się przed światem, kryje za murem, myśli tylko o własnych problemach. Żałoba jest potrzebna, niegdyś ludzie przez rok opłakiwali zmarłego i chodzili ubrani na czarno. Teraz to mija.
  • Jezus przejawia zainteresowanie – „Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?”. Doskonale wie, co jest tematem ich rozmowy, ale mimo tego pyta. Delikatnie i spokojnie. Jeden z uczniów – Kleofas – reaguje agresją: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało”. Jezus spokojnie pyta: „Cóż takiego?”. Nie podnosi głosu, nie staje się nieuprzejmy.Niektórzy ludzie w sytuacjach kryzysowych zamykają się w sobie, nie chcą z nikim rozmawiać. Inni są agresywni, myślą, że ich problem jest na świeczniku, że wszyscy muszą wiedzieć, co złego się przydarzyło. Czy naprawdę wszyscy wiedzieli o śmierci Jezusa?
  •  Ksiądz Tomasz powołał się na ks. Krzysztofa Grzywocza, autora książki Uczucia niekochane. Ksiądz Krzysztof pisze o tym, by dobrze przeżywać trudne momenty, np. stratę bliskiej osoby. Nie powinno się tłumić uczuć; jeżeli pojawia się chęć płaczu, smutku, narzekania itd., to trzeba pozwolić się ujawnić tym uczuciom. Tak jak przechodzi się przez las – zanim dotrzemy do drugiego krańca, to musimy pokonać leśną gęstwinę. Nie można strofować innych, że wciąż płaczą, że powinni się wziąć w garść i być twardzi. Emocje są jak świetliste anioły. Każda emocja ma swojego anioła.
  • W komunikacji międzyludzkiej ważny jest jasny komunikat. Mężczyzna wraca wkurzony do domu, odtrąca dziecko, nie chce obiadu od żony, jest naburmuszony. Wiadomo, zły dzień w pracy, kłótnia z szefem. Ale skąd ma o tym wiedzieć rodzina? Trzeba im wytłumaczyć.

Ludzie różnią się między sobą, kobiety pragną czego innego niż mężczyźni. Chcą, by panowie mówili im pięć razy dziennie „kocham Cię”. A mężczyzna twierdzi, że skoro raz to powiedział np. przy ślubie, to wystarczy. Oczywiście nie wszystkie kobiety mają taką potrzebę; tak samo mężczyźni mogą lubić okazywać swoje uczucia. Powinno się stosować regułę niedomyślności i zakładać, że rozmówca nic nie wie. Nie można oczekiwać, by druga osoba wszystkiego się domyśla. Mężczyźni naprawdę nie wiedzą, o co chodzi, trzeba im przedstawić sprawę jasno.

 

Jeżeli brakuje jasności, komunikacja jest zaburzona. Żale, smutki, pretensje gromadzą się przez lata, a przy drobnej okazji (np. rozbiciu filiżanki) wychodzi z nas gorycz. Ksiądz Tomasz przytoczył historyjkę o bułce. Było sobie małżeństwo z dwudziestoletnim stażem. Codziennie jedli razem śniadanie. Kobieta szykowała bułki i zawsze dawała swojemu mężowi ich górną część („brzuch”), sama natomiast zadowalała się dołem („plecami”). Tak naprawdę wolała brzuch bułki, jednak codziennie poświęcała się dla męża. Kiedy pewnego dnia bułka spadła na ziemię i kobieta dała mężowi jej plecy, okazało się, że właśnie sprawiła mu ogromną radość. Nie dogadali się i w rezultacie każdy z nich musiał zrezygnować z tego, co lubił najbardziej. A przecież mogło być inaczej.

 

Ktoś mógłby skrytykować wykorzystywanie psychologii. Jednak nie można popadać w skrajności i twierdzić, że wystarczy sama psychologia albo sama religia. Podejście czysto psychologiczne wyklucza interwencję Boską, natomiast  odcinanie się od psychiki i uczuć po to, by tylko się modlić i ufać Bogu jest sprzeczne z ludzką naturą.

  •  Jezus uważnie słucha, co uczniowie mają mu do powiedzenia, pozwala im się wygadać.Człowiek ma dwoje uszu i jedne usta nie bez powodu. Jak mówi ludowe porzekadło: „Dlatego dwoje uszu, a jeden język dano, żeby mniej mówiono, a więcej słuchano”. Prosta prawda, a jak często się o niej zapomina. Wystarczy spojrzeć na polityków, którzy wciąż przerywają sobie nawzajem, krzyczą na siebie, nie potrafią dojść do porozumienia. Obecnie doradza się, by w czasie wywiadów radiowych i telewizyjnych w ogóle nie słuchać pytań rozmówcy, tylko mówić to, co ma się do powiedzenia. Trudne pytania mogą nas bowiem zdekoncentrować, powinno się więc nie zwracać na nie uwagi. Efekty widać gołym okiem – dialog staje się dwoma odrębnymi monologami.
  • Jezus karci uczniów–„O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy!”. Czasem trzeba upomnieć drugą osobę, bo kryzys może wynikać z grzechu. Człowiek w kryzysie jest zablokowany emocjonalnie. Jeżeli się wygada, to będzie mu łatwiej usłyszeć i zrozumieć nasze słowa. Emocje negatywne są silniejsze od pozytywnych i dlatego ciężej o nich zapomnieć. (Samo nazewnictwo nie znaczy, że uczucia „negatywne” są złe, a „pozytywne” dobre; emocje z założenia nie są ani dobre, ani złe).Cudzy kryzys jest też dla nas szansą, by wykazać się mądrością i podzielić się swoim doświadczeniem.
  • Podczas Wielkiego Postu w „Gościu Niedzielnym” można znaleźć rozważania na temat uczynków miłosierdzia względem duszy. Co ciekawe, w tym samym czasie w „Niedzieli” prezentowane są uczynki miłosierdzia względem ciała. Dla przypomnienia podaję te pierwsze:
  1. Grzeszących upominać.
  2. Nieumiejętnych pouczać.
  3. Wątpiącym dobrze radzić.
  4. Strapionych pocieszać.
  5. Krzywdy cierpliwie znosić.
  6. Urazy chętnie darować.
  7. Modlić się za żywych i umarłych.

„Strapionych pocieszać”to ogólny temat dzisiejszej nauki rekolekcyjnej. Pierwsze trzy uczynki miłosierdzia względem duszy są dalekie od realiów dzisiejszego świata, który mówi: „Jak można komuś zwracać uwagę, że robi coś źle, pouczać, doradzać?! Przecież on może uważać inaczej, dawane rady mogą być dobre tylko dla nas”. Tymczasem rodzice muszą karcić dziecko, dawać nagrody i kary, aby je dobrze wychować. To nauczyciel wpaja wiedzę uczniom, bardzo rzadko jest na odwrót. Jezus ukazuje uczniom nowy horyzont, wlewa w ich serca nadzieję. Wyjaśnia Pisma tak, by zrozumieli całość.

 

  •  „Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: « Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił ». Wszedł więc, aby zostać z nimi”. Jezus się nie narzuca, pozwala decydować uczniom, czy ma z nimi zostać. Nie można być nadopiekuńczym i nakazywać innym, co powinni zrobić w każdej sytuacji. W końcu to ich kryzys, nie nasz. Oni sami muszą sobie z nim poradzić, wspierajmy więc ich, lecz nie podejmujmy za nich decyzji. Obowiązuje zasada: „ja to ja, ty to ty”.

 

Jeżeli chcemy pomagać innym, musimy znaleźć na to czas. Bo tak jak uczniowie zmierzający do Emaus, nasi bliscy mogą chcieć nas zatrzymać, porozmawiać, ugościć itd. Trzeba się z tym liczyć, a  jednocześnie być gotowym na pójście w swoją stronę (w razie odmowy).

  • Jezus siada z uczniami do stołu. Pierwszym znaczeniem tego znaku jest Eucharystia; uczniowie po tym właśnie poznali, że to ich Mistrz. Stół (taki porządny, nie „linijka”) jest bardzo ważnym elementem każdego domu. Niestety, bardzo często rodzinne stoły zwrócone są w kierunku telewizora. A bo leci „M jak miłość” (czy inny serial), coś ciekawego na Polsacie czy TVN-ie i my koniecznie musimy to obejrzeć. Przecież jest to bardzo realistyczne, po prostu historie z życia wzięte. I tak człowiek skupia się na fikcji i nie zauważa bliźniego koło siebie. Żyjemy w wirtualnej rzeczywistości, w świecie milionów wyskakujących okienek. Potrzeba się od tego oderwać, wyjść z dzieckiem na spacer, porozmawiać z żoną…

 

Potrzebujemy znaków. Mężczyzna wyjeżdża w delegację do Paryża, kupuje tam samochodzik  za dwa euro i wręcza synkowi. Dzieciak się cieszy, bo ojciec go kocha i o nim pamięta. Taki drobiazg, a jaką wielką radość może sprawić. Inny przykład: kobieta dostaje nagle kwiaty od męża. I podejrzewa go o zdradę, bo jak tak można bez okazji wręczać kwiaty 😉 Same słowa nie wystarczą, potrzebujemy gestów, podarunków, celebracji. Sakramenty to też są znaki (widzialne znaki niewidzialnej łaski). O celebracji jest mowa w „Małym Księciu”: „Potrzebny jest obrządek. (…) Dzięki obrządkowi pewien dzień odróżnia się od innych”. To słowa lisa, który tłumaczy tytułowemu bohaterowi, co należy robić, by kogoś oswoić.

  • Oto kolejny werset z Ewangelii o uczniach wędrujących do Emaus: „Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu”. Jezus znika, dając uczniom wolność. Jest to objawem Jego troski i miłości. Uczniowie są dzięki temu odpowiedzialni za siebie, mogą tworzyć swoje życie. Spotkanie ze Zmartwychwstałym umocniło ich, dało siłę. Chcą pomagać innym, dzielą się swym doświadczeniem z innymi, są pełni radości i nadziei. Często się zdarza, że przeżyty kryzys pozwala wesprzeć osoby zmagające się z tym samym problemem.
  • Nie można zapominać o tym, że uczniowie mówili o Jezusie. Ich sprawa dotyczy także Jego, nasze kryzysy są Jego kryzysami. Jezus ma za sobą Drogę Krzyżową, zatem dobrze zna kłopoty, z którymi się borykamy, np. odrzuconą miłość czy samotność. Nie jest wobec nas obojętny. Przecierpiał wszystko – męki fizyczne, psychiczne i duchowe. On jest w centrum, rozpala nasze serca swoją miłością. „W Jego ranach jest nasze zdrowie”, twierdzi prorok Izajasz (Iż 53,5). Zaufajmy Mu zatem i skorzystajmy z pomocy Najlepszego Lekarza.

Podsumowanie

Każdego dnia rekolekcji można było wysłuchać kazania księdza Tomasza, które trwało ok. 40 minut. Ksiądz rekolekcjonista tłumaczył, że mówił długo, bo ludzie „ładnie patrzyli”. Widział zainteresowanie, obserwował, jak wierni reagują na konkretne słowa. Kościół był zawsze pełen ludzi, którzy nie żałowali „straconego” czasu. Byłam świadkiem, jak starszy pan mówił do swojej żony, że „warto było przyjść”. Oznacza to tylko jedno – że rekolekcje były skierowane do wszystkich. I nic w tym dziwnego, bowiem każdy z nas ma w swoim życiu trudne momenty. Dzięki naukom księdza rekolekcjonisty wiemy, że kryzys jest nie tylko czasem próby, ale i szansą na poprawę życia. Marcin, szef toruńskiego Duszpasterstwa Akademickiego, wykorzystał zdobytą wiedzę, życząc księdzu Tomaszowi wielu konstruktywnych i owocnych kryzysów.

Na koniec wypiszę najważniejsze – i moim zdaniem najciekawsze – myśli z każdego kazania.

*        Niedziela: pociąg pędzący złym torem, kryzys jako szansa, Jezus – lekarz,

*        Poniedziałek: wiara jako stanowczy wybór, wyjście z namiotu, rady na kryzys,

*        Wtorek: utopia i acedia, Bóg niespodzianek, kryzys męskości,

*        Środa: Jezus, który się nie narzuca, pomaganie innym, anegdota o bułce, potrzeba znaków  i celebracji.

 

Katarzyna Kowalewska